Reklama

Alicja Kapuścińska - rozmowa miesiąca

Alicja Kapuścińska w dniach 27-28 maja zaszczyciła swoją obecnością III Zlot Miłośników Twórczości Ryszarda Kapuścińskiego „Kapumaniacy”, który się odbył w Pawłowie. Naszej gazecie opowiedziała o niezwykłym życiu u boku mistrza reportażu. 

Alicja Kapuścińska w dniach 27-28 maja zaszczyciła swoją obecnością III Zlot Miłośników Twórczości Ryszarda Kapuścińskiego „Kapumaniacy”, który się odbył w Pawłowie. Naszej gazecie opowiedziała o niezwykłym życiu u boku mistrza reportażu.

Alicja Kapuścińska, ur. 4 marca 1933 r. z wykształcenia jest lekarzem pediatrą, pracowała w Klinice Dziecięcej Akademii Medycznej w Warszawie. W 1952 r. wyszła za mąż za Ryszarda Kapuścińskiego. Żona mistrza pozostawała zawsze w jego cieniu. Naszej gazecie opowiedziała nie tylko o Ryszardzie Kapuścińskim ale również o sobie.

Jak wyglądało Pani życie z mistrzem Ryszardem Kapuścińskim?

- Przeżyliśmy ze sobą 54 lata. Osobno, bo często Ryszard wyjeżdżał, ale jednak razem. Każdy z nas miał swoje sprawy, obowiązki i pasje - bardzo to szanowaliśmy. Pamiętam dzień, w którym odbierałam doktorat, z wyróżnieniem ministerialnym. Ryszard siedział w pierwszym rzędzie i widziałam, na jego twarzy dumę. On wspierał mnie, ja jego.

Czy częsta nieobecność męża była dla Pani jakimś problemem?

- Nie było sporów na temat jego wyjazdów. To było oczywiste, bo za tym stała ogromna szansa jego rozwoju. To może się wydawać dzisiaj śmieszne, ale w latach 50-tych wyjazd za granicę to było naprawdę coś nierealnego. Ryszard marzył, żeby pojechać za granicę, bardzo tego chciał. Kiedy nadarzyła się okazja wyjazdu do Indii nie zastanawiał się ani chwili, pomimo że nie znał języka. Angielski nie był powszechny jak dzisiaj. Wszystkiego musiał się uczyć od podstaw.

Ryszard Kapuściński jeździł często w miejsca bardzo niebezpieczne, gdzie mógł stracić życie.

- Gdy wyjeżdżał wyłączałam wyobraźnię. Wolałam nie myśleć, że może mu się coś stać. Nie było telefonów, meili. Kontakt był znikomy. Najbardziej się bałam, gdy wiedziałam, że jest w miejscu gdzie „coś się dzieje”. Ryszard w każdą podróż zabierał klucze od mieszkania. Woził je po całym świecie. To był taki symbol, znak, że wróci na pewno.

Najtrudniejszy moment, w Pani życiu, podczas podróży męża?

- Pamiętam jak zachorował na malarię mózgową podczas pobytu w Afryce w 1963 roku. Gdy się o tym dowiedziałam, powiedziałam o tym koleżance, również lekarzowi. Pamiętam jej wyraz twarzy do dzisiaj. Dla niej malaria mózgowa oznaczała śmierć. To bardzo poważna choroba. Ryszard potrzebował pomocy lekarzy, a w Afryce opieka medyczna to nie była taka prosta sprawa. W wyniku malarii nastąpiły dalsze komplikacje. Któregoś razu zadzwonili do mnie z redakcji, z zapytaniem, czy bym nie pojechała do Ryszarda bo ma coś z płucami. Coś z płucami – pomyślałam i od razu się domyśliłam, że to gruźlica. Pojechałam do Tanganiki gdzie przebywał i zostałam z nim rok. Wracał do zdrowia powoli i jednocześnie pracował. Został przeniesiony do Kenii, gdy stawała się niepodległa. Pojechałam z nim. Zwiedziłam kawał pięknej Afryki.

Jaką jego książkę lubi Pani najbardziej?

- Pamiętam moment, gdy zaczynał pracę nad Hebanem. Zszedł z piętra, na którym miał swoją pracownię i powiedział mi: „no zacząłem pisać”. Bardzo się cieszyłam. Uwielbiam ten poetycki wstęp: „Przede wszystkim rzuca się w oczy światło. Wszędzie światło. Wszędzie – jasno. Wszędzie – słońce. Jeszcze wczoraj, ociekający deszczem, jesienny Londyn. Ociekający deszczem samolot. Zimny wiatr i ciemność. A tu, od rana całe lotnisko w słońcu, my wszyscy – w słońcu”.

Czy ciężko było się pogodzić ze stratą męża?

- Gdy odszedł nie rozpaczałam bardzo, tłumaczyłam sobie, że po raz kolejny wyjechał w długą podróż. Tak myślę do dziś. Mam zadanie do wykonania, moim celem jest podtrzymywanie pamięci o nim. Będę to robić na ile starczy mi sił.

Odwiedza Pani wiele miejsc, to zazwyczaj duże miasta, a tutaj kolejny już Zlot Kapumaniaków w wiosce, która ma kilkuset mieszkańców. Pani jest tu po raz drugi.

- Jestem zachwycona Pawłowem, tutaj są wspaniali ludzie, którzy robią niezwykłe rzeczy, jak choćby pan Andrzej Kosz, kierownik GOK, czy Tadeusz Boniecki, inicjator całej idei zlotu. To przedsięwzięcie to wspaniała sprawa, Ryszard byłby zachwycony.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Kinga Pukaluk


Rozmowa maja - Agata Fisz

Rozmowa kwietnia - "Tydzień czasu" Barbara Szarwiłło, Sławoj Czarnota

Rozmowa marca - Mirosław Czech

Last modified on piątek, 30 grudnia 2011 20:01

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama w Chelmonline

Reklama

Nawigacja

Formularz Kontaktowy

...